Aranżacja nowej kuchni – dylematy, sukcesy i porażki


Po 5 tygodniach ciężkich walk nowa kuchnia wreszcie gotowa 🙂 . To znaczy, w moim rozumieniu jest gotowa. Mój młodszy syn uznał, że remont trwa, dopóki w kuchni nie będzie zegara. Mąż natomiast wciąż szuka lampy. Także zdjęć całej kuchni zbyt szybko się nie spodziewajcie 😉 . Wiadomo przecież, że dłużej niż wybór lampy trwa tylko wybór zegara.

Co do estetyki nowej kuchni, to w zasadzie trudno mi się wypowiedzieć. Dałam wolną rękę mężowi, w związku z czym kuchnia odzwierciedla bardziej jego gust niż mój. Co nie znaczy, że mi się nie podoba. Ja jednak po remoncie oczekiwałam czegoś zupełnie innego niż ładnego wizualnie pomieszczenia. Oczekiwałam znacznie większej niż dotychczas funkcjonalności. I już po kilku tygodniach użytkowania widzę gigantyczną różnicę. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami właśnie na temat funkcjonalnych aspektów kuchni. I to takich, o których zwykle nie myśli się podczas projektowania kuchni 🙂 .

Zacznę od tego, że nasza kuchnia jest osobnym pomieszczeniem. Mieszkamy w niedużym domu i mamy szczęście, że salon i kuchnia są od siebie oddzielone. Dzięki temu mogliśmy zaprojektować kuchnię w kształcie litery G. Zwykle jednak taki kształt oznacza, że jeden z boków figury to otwarty stolik barowy (bez ściany). My zabudowaliśmy całkowicie 2 ściany, na trzeciej (z oknem) mamy tylko szafki dolne, a na czwartej częściowo szafki dolne, a częściowo stolik a’la barowy. Taki układ sprawia, że kuchnia jest mocno zabudowana i ma mało elementów dekoracyjnych. Z drugiej strony oferuje ogromną przestrzeń w szafkach i na blatach. Tego ostatniego brakowało mi szczególnie. Muszę jeszcze zaznaczyć, że kuchnię mamy całkiem sporą, więc jeśli dysponujecie małym pomieszczeniem, moje doświadczenia i porady mogą się u Was nie sprawdzić.

Zacznijmy od naszych dylematów podczas projektowania kuchni. Jak sobie z nimi poradziliśmy?

  • ten nieszczęsny trójkąt roboczy

Muszę przyznać, że trójkąt roboczy spędzał mi sen z powiek podczas projektowania kuchni. Bo choć kuchnia dość duża i ustawna, to niestety instalacje nie pozwoliły nam na idealne rozplanowanie 3 kluczowych sprzętów: lodówki, kuchenki i zlewu. Teoretycznie odległość między lodówką a kuchenką powinna mieć maksymalnie 270 cm, podczas gdy pomiędzy zlewem a kuchenką oraz między zlewem a lodówką – maksymalnie 210 cm. Można się uprzeć, że trójkąt u nas występuje, tyle że u nas bok pomiędzy lodówką a zlewem jest najdłuższy i ma ok 230 cm. Czy to problem? Czy ten trójkąt roboczy jest aż tak istotny? Mam wrażenie że tak. Na co dzień widzę, że przenoszenie warzyw z lodówki do zlewu w celu ich umycia nie jest do końca wygodne. Jednak teraz już wiem, że nie da się zaprojektować kuchni idealnej 🙂 . Zawsze będzie to „coś za coś”. Ja odbywam spacery do zlewu, za to mam mnóstwo blatu wokół płyty kuchennej, który przydaje mi się podczas gotowania. Zlew stoi pod oknem, co nie ma dla mnie wielkiego znaczenia pod względem wizualnym (zmywa głównie zmywarka), ale już brak górnych szafek w tym miejscu to zaleta podczas odcedzania bardzo gorących, parujących produktów (szafki w końcu niszczą się od pary). Więc jeśli zastanawiacie się, czy da się urządzić funkcjonalnie kuchnię z „nieidealnym” trójkątem roboczym, to myślę, że się da, o ile tylko zadbacie o inne aspekty, które ważne są dla Waszej wygody.

  • stół czy blat?

Od lat miałam w kuchni stół, od lat wykorzystywałam go wyłącznie jako blat roboczy. Kiedy dzieci zaczęły samodzielnie jeść nie mieliśmy już szans zmieścić się w kuchni na rodzinny posiłek. Typowo jadalniany stół mamy zaraz za progiem, w salonie, więc nie czuliśmy również potrzeby, żeby jeść w zagraconej po gotowaniu kuchni. Stół pełnił rolę przede wszystkim wygodnego blatu roboczego, przy którym mogłam usiąść podczas obierania ziemniaków czy krojenia większej ilości składników. Dlatego trudno było mi z niego zrezygnować. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na instalację specyficznego blatu roboczego. Jest on połączony z sąsiednim blatem (na szafce), ma tę samą wysokość, jest jednak trochę głębszy. Żeby uniknąć obijania się małych główek o kanty, postanowiliśmy je ściąć. Zwykłe krzesełka zamieniliśmy na 2 krzesełka barowe (takie o nieco niższej wysokości). Wygląda na to, że pogodzenie funkcji roboczej z funkcją konsumpcyjną całkiem się udało. Blat nadaje się do przygotowywania posiłków, jedzenia, a nawet pracy na laptopie 🙂 .

  • bardzo głębokie szuflady i szafki

Mamy nieregularny kształt kuchni. Zdecydowaliśmy się w jednym miejscu na głębsze niż standardowe szafki i szuflady. Obawiałam się, że szuflada o głębokości wewnętrznej powyżej 60 cm będzie mało funkcjonalna. Nie jest to jednak żaden problem. Sztućce używane częściej umieściłam z przodu, z tyłu małe akcesoria rzadziej używane. Dolna szafka narożna o dużej głębokości także wydawała się wątpliwa. Ostatecznie umieściłam w niej duże i nieporęczne przedmioty: tace, naczynia żaroodporne, durszlaki, formy do ciast i muffinów, a także część rzadziej wykorzystywanych urządzeń: parowar, gofrownicę, wyciskarkę do cytrusów. Przedmioty te są na tyle duże, że nawet schowane w głębi łatwo złapać i wyjąć.

  • wymieniać na nowe?

Remont kuchni tym różni się od jej urządzania, że mamy już większość dużego AGD: sprawnego, choć niekoniecznie pasującego do nowego wystroju. Tak było też i u nas. Nie było wątpliwości, że stosunkowo nowy piekarnik i płyta kuchenna będą się świetnie prezentowały w nowej kuchni. Natomiast kilkunastoletnie, wolnostojące: lodówka i kuchenka mikrofalowa już nieco gorzej 😉 . Postanowiliśmy jednak oba sprzęty zostawić. Żal byłoby mi pozbywać się wciąż działających urządzeń, nawet o wątpliwej estetyce 😉 . Biała lodówka na szczęście wtopiła się w ścianę białych szafek. Zamontowaliśmy nad nią kilkunastocentymetrową blendę, którą będziemy mogli wymontować lub obciąć w przypadku zakupu w przyszłości wyższego modelu lodówki. Niezbyt ładną mikrofalówkę udało się schować za lodówką, więc nie razi w oczy 😉 .

Co się szczególnie sprawdziło w nowej kuchni?

  • duuużo blatów

To był mój priorytet podczas urządzania nowej kuchni – jak najwięcej blatów roboczych. Nie odziedziczyłam po mamie umiejętności (czy raczej chęci ;)) sprzątania wszystkiego natychmiast po użyciu. Do tego w kuchni zawsze się spieszę i robię kilka rzeczy naraz. Zmywarka 60 cm ledwie nadąża, więc zaraz po włączeniu pojawiają się na blatach kolejne brudne naczynia. Mam też sporo dużych sprzętów: robot planetarny, sokowirówkę, ekspres automatyczny, mikrofalę. Do tego dochodzi toster i czajnik. Dotychczas nie wiedziałam już, gdzie odkładać kolejne przedmioty podczas przygotowywania skomplikowanego obiadu. Jak widzieliście w tym wpisie, nawet parapet był zajęty. Obecnie to zupełnie inna historia. Mam ogrom blatów do zabałaganienia i co najciekawsze, i tak sobie z tym radzę 😉 .

  • duży zlew z ociekaczem i odsączarką

Zawsze mamy mnóstwo naczyń do umycia oraz tych schnących, do tego wilgotne szmatki, zmywaki, itd. W zlewie też płuczę warzywa, odcedzam makaron. Wiedziałam, że duży zlew zabierze nam trochę blatu, ale teraz widzę, że mógłby mieć równie duży ociekacz jeszcze z drugiej strony i również nie stałby pusty 🙂 . Wybierając zlewozmywak Blanco Metra 6 S, zdecydowałam się na wersję z dodatkową stalową odsączarką na małą komorę. Przydaje się, ale nie aż tak jak sądziłam. I tak częściej wykorzystuję zwykłe sitko.

  • zmywarka tuż obok zlewu i koszy na śmieci

Te trzy elementy kuchni zwykle idą w parze. I dobrze, bo to wyjątkowo wygodne rozwiązanie. Zanim włożę naczynia do zmywarki wylewam z nich resztki napojów i wyrzucam okruchy z talerzy. Teraz mogę to robić, nie ruszając się nawet o krok!

  • carga

Nie mogę się zdecydować, które cargo jest moje ulubione:

  • wąskie cargo tuż obok kuchenki, w którym trzymam niezbędne do gotowania: olej, oliwę, sól i pieprz,
  • wąskie cargo obok zmywarki, w którym przechowuję akcesoria do zmywania i tabletki do zmywarki,
  • szerokie i głębokie cargo z dodatkową szufladą wewnętrzną na zapasy (makaron, ryż, kasze, sosy pomidorowe, słoiki z przetworami, warzywa konserwowe itd.).

Wysuwane carga podrażają cenę kuchni, ale są tego warte – to znacznie wygodniejszy sposób dotarcia do zawartości głębokiej szafki. Wszystkie carga i szuflady w mojej kuchni mają mechanizmy marki Blum.

  • systemy narożne

Potrzeba zabudowania kuchni i dużej ilości blatów spowodowała, że stanęliśmy przed koniecznością zaplanowania aż 3 dolnych szafek narożnych. Jedna z nich pozostała klasyczna (pisałam o niej wyżej). W jednej zamontowaliśmy stary system „zrecyclingowany” z poprzedniej kuchni, daleki od ideału, ale jednak ułatwiający użytkowanie narożnej szafki. Trzymam w niej głównie garnki. Do innej zamówiliśmy za to bardzo ergonomiczny (i niestety drogi) system Le Mans marki Peka. W tej ostatniej szafce trzymam patelnie oraz wszelkie akcesoria do robota i blendera, a trochę tego jest! System charakteryzuje się łatwym wysuwaniem całej powierzchni, dzięki czemu mamy pełen dostęp do każdego przedmiotu umieszczonego w szafce. To ogromna wygoda!

  • długa, podwójna półka na jednej ze ścian

Nie jestem zwolenniczką wycierania kurzu w kuchni, jednak uznaliśmy że przy tylu zamkniętych szafkach jedna półka nam się przyda, i wizualnie, i funkcjonalnie. Całe szczęście! Mogę na niej trzymać książki kucharskie oraz herbaty i kawy w puszkach i słoikach. Poza tym jest to taka zapasowa strefa bezpieczna. Gdy inne blaty są zajęte kuchennymi rzeczami, mogę na niej odstawić delikatny aparat fotograficzny, tablet albo ważne rachunki.

  • płytka szafka – apteczka

Jestem zachwycona, że w tej płytkiej szafce udało mi się pomieścić wszystkie leki. Są ułożone na 4 poziomach, do wszystkich mam łatwy dostęp. Do tego szafka znajduje się na tyle wysoko, że chłopcy do niej nie dosięgną, przynajmniej bez krzesła. A już plądrowanie kuchni z użyciem krzesła nie ujdzie uwadze rodziców 😉 .

  • podajnik do folii

Podajnik do folii zamontowałam wewnątrz głębokiej szafki, na drzwiach. Dzięki temu mam łatwy dostęp do folii i ręcznika papierowego, a jednocześnie spłyciłam nieco półkę w szafce, przez co łatwiej dosięgnąć produkty.

Co się nie sprawdziło?

  • mało przestrzeni na podłodze

Oczywista sprawa – skoro tak bardzo zabudowaliśmy kuchnię, to niewiele podłogi nam zostało do chodzenia 😉 . Bywa to męczące, gdy jesteśmy w kuchni w więcej niż 2 osoby. W zasadzie wystarczy, że jedno z nas rozpakowuję zmywarkę (jej front zajmuje wtedy sporo miejsca na podłodze), a drugie gotuje, to już się o siebie obijamy 🙂 . A jak dodać do tego plączące się pod nogami dzieci, to robi się jeszcze ciaśniej 🙂 .

  • okap teleskopowy

Na pewno napiszę jeszcze więcej na ten temat. Koniecznie chciałam mieć szafkę nad kuchenką, a to wymagało instalacji okapu teleskopowego lub podszafkowego. Po latach korzystania z teleskopowego, wybrałam właśnie taki model. Niestety zainstalowaliśmy go trochę za nisko i teraz zdarza mi się uderzać w niego głową. Najgorsze, że ma ostre krawędzie 🙂 .

  • oświetlenie

Nie mogę napisać, że oświetlenie w kuchni nam się nie udało. Jest go sporo i mogę sobie wybrać, którą strefę chcę oświetlić. Jednak w tej kwestii pojawiło się kilka nieprzyjemnych niespodzianek. Listwa ledowa zamontowana pod dolnymi szafkami okazała się bardzo jasna, a światło w teorii neutralne – jednak nieco zbyt zimne. Do tego zdałam sobie sprawę, że choć ja mam wzrok nieco powyżej źródła światła, to już dzieci patrzą się w nie bezpośrednio 🙁 . Na szczęście udało nam się zmniejszyć natężenie światła w tej listwie. Jest wystarczające, a już nie tak męczące. Nie wzięliśmy jeszcze pod uwagę, że okap będący w tej samej linii będzie miał zupełnie inny kolor światła. Dokładnie sprawdzałam informacje o okapach i wiedziałam, że ten rozważany ma bardzo słabe oświetlenie. Nie jest to na szczęście problemem, jeśli chodzi o użytkowanie, ale w połączeniu z jasną listwą ledową nie wygląda już tak dobrze.

Dodatkowym problemem okazał się sposób włączenia świateł podszafkowych. Zamontowaliśmy pod szafkami dwie czujki, jedną do dolnej listwy, drugą do górnych halogenów. Czujki nie są zbyt czułe, a do tego górne światełka reagują z opóźnieniem, przez co czasem macham dłuższą chwilę, włączając i wyłączając oświetlenie. Co gorsza, zdarzyło się, że światła były włączane przez muchę 😀 . Gdybym miała ponownie decydować, wybrałabym chyba jednak klasyczne włączniki światła.

  • szafki za drzwiami

Z braku innej możliwości musiałam umieścić mąkę, płatki i cukry (oraz wszelkie inne zapasy) w szafkach znajdujących się za drzwiami. Nie jest to do końca wygodne, jednak w tym przypadku nie miałam wyjścia. No chyba że bym wymontowała drzwi 😉 .

  • robot pod górnymi szafkami

Nie raz i nie dwa podawałam Wam wysokość sprzętów kuchennych pod kątem tego, czy zmieszczą się pod górnymi szafkami. Planując ustawienie urządzeń w nowej kuchni nie przewidziałam, że i u mnie mój robot może się nie zmieścić (kiedy jest podniesiony lub ma zamontowany blender). Bez problemu może u nas stać obok, ale wtedy przestrzeń za nim ciężko jest wykorzystać.

Mam nadzieję, że moje doświadczenia pomogą tym z Was, którzy właśnie są na etapie projektowania kuchni. Jak widzicie, ostateczna funkcjonalność zależy od wielu drobiazgów, na które ciężko wpaść podczas planowania kuchennej przestrzeni. Na szczęście w moim przypadku nawet pewne wady nie wpływają znacząco na komfort użytkowania nowej kuchni, czego i Wam życzę 😀

Tagi: , , , , ,
Subskrybuj mój kanał na YouTube



3 komentarze

  1. Niektóre z tych informacji z chęcią wykorzystamy u siebie 😉

    Odpowiedz
  2. Piękna kuchnia! Małżonek ma świetny gust! 🙂

    Odpowiedz
  3. Ciekawe rozwiązania. Też wezmę je pod uwagę podczas kolejnego remontu w domu 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *