Przeżyć remont kuchni


Tytułowe zadanie nie jest takie trudne. Wystarczy mieć odpowiedni budżet i w czasie remontu stołować się w restauracjach. Po posiłku proponuję 2-godzinną wizytę w sali zabaw. Zakładam, że do 16-17 dzieci są w przedszkolu / szkole / żłobku. W ten sposób możemy prawie nie przebywać w domu. Oczywiście przy założeniu, że mamy zaufaną ekipę remontową. Atrakcje poza domem będą nas kosztowały jakieś 200 zł dziennie, więc przy 2-tygodniowym remoncie to zaledwie 2 800 zł. Co to jest w porównaniu do kosztu nowej kuchni?

No dobrze, zejdźmy na ziemię. U mnie wygląda to mniej więcej tak.

Zaufani fachowcy mają czas wyłącznie po 17, bo w ciągu dnia robią bardziej intratne kontrakty. Wracam do domu przed 16. Hydraulik to mój szwagier, więc wypadałoby poza ciastkiem i kawą poczęstować go obiadem. Ech, pan kafelkarz też przecież głodny. Tylko jak tu zrobić obiad dla 4-osobowej rodziny i fachowców, kiedy nie masz kuchni? Można zawsze zamówić pizzę. Jak sobie pomyślę o ciężkim cieście i tłustym serze, to mi się odechciewa. No dobrze, nie muszę przecież jeść. Na googlach piszą, że czas oczekiwania to dobra godzina. Dobrze że kupiłam w Biedronce pięć paczek pierogów, takie fajne z cieniutkim ciastem. Wszystkich na raz nie ugotuję na turystycznej kuchence, ale przy odrobinie szczęścia uda się na 2 raty. Dziwna ta kuchenka, rozgotowałam pierogi i wszystkie się posklejały. Jak dobrze, że jutro mama robi nam gar zupy!

Biegnę po dzieci do przedszkola, bo o 17 zamykają. Na szczęście pogoda jeszcze piękna, więc spędzamy godzinę na placu zabaw. W tym czasie pan od płytek może w spokoju trochę popracować. Prawie zemdlał, gdy dowiedział się, że na podłodze będzie układał heksagonalne płytki w 3 kolorach w LOSOWYM układzie. To pomysł mojego męża. Zakochał się w tych płytkach i nie było odwrotu. Po 18 robi się chłodno, więc wracam z dziećmi do domu. Chłopcy jedzą sklejone pierogi odgrzane w mikrofali, a później mieszają z panem klej do płytek. Fachowiec pociesza, że mogło być gorzej. Robił niedawno remont w domu, w którym było dwóch nastolatków. Jeden z nich tak pomagał w remoncie, że ostatecznie musieli mu głowę zgolić na łyso, bo nic się nie dało już zrobić z tą pianką, którą wysmarował włosy. Idę sprzątnąć po obiedzie. Całe szczęście, że mąż podłączył zmywarkę w łazience. Zmywarka oczywiście do zabudowy, więc nie jest odpowiednio wyważona bez mebli i blatu. Kiedy za mocno wyciągam kosz, to się na mnie przewraca. Mąż musi ją postawić, żebym mogła się wydostać. Będę miała kilka siniaków, ale najważniejsze, że nic się nie potłukło.

Dzieci w tym czasie wchodzą na świeżo położoną podłogę, żeby poczęstować pana czekoladą. Zrobię mu jeszcze kawę. Co jak co, ale w dużym pokoju musiało się znaleźć miejsce na ekspres. W zasadzie na 2 ekspresy, bo równocześnie testuję jeszcze kolbowy. Poza dwoma ekspresami w salonie stoi także lodówka. Stoi na moim miejscu, to znaczy w miejscu, w którym zwykle jem. Musieliśmy się trochę poprzesuwać przy stole. W rezultacie chłopcy siedzą obok siebie. Biją się zatem przy każdym posiłku. Za plecami starszaka stoi witryna, w której normalnie trzymamy kieliszki, świąteczne szklanki i alkohol. Teraz trzymamy w niej wszystko: kubki, miski, talerze, deski. Za każdym razem, gdy coś z niej wyciągam syn musi zejść z krzesła, bo inaczej się drzwiczki nie otworzą. Mamy w salonie kominek, którego oczywiście nie używamy we wrześniu. Przed nim poustawiałam wielkie siaty z produktami spożywczymi. Pierwotnie każda miała inną zawartość, żeby łatwo odnaleźć potrzebną rzecz. Chłopcy zdążyli już wymieszać wszystko, szukając słodyczy i musów owocowych. Nigdy wcześniej nie były tak dostępne! Młodszy wyciągnął jasną kaszę gryczaną, twierdząc, że to krówki (ta sama marka BIO). Dobrze, że nie otworzył.

Jesteśmy i tak szczęściarzami, bo mamy jeszcze dodatkowy pokoik, w którym postawiliśmy piekarnik, mikrofalę, pożyczoną turystyczną kuchenkę, a nawet robota kuchennego. Niestety jakimś cudem w tym akurat pokoju nie działa nam żadne gniazdko. Mąż podłączył przedłużacz, jednak dla bezpieczeństwa możemy korzystać jednocześnie tylko z jednego urządzenia. Jak się okazuje, bardzo to niewygodne. Brakuje nawet głupiego minutnika. Kiedy gotuję makaron, korzystam z telefonu. Oczywiście, o ile go znajdę. W pokoju stoją też kartony z pozostałymi kuchennymi gratami. Wpadłam na głupi pomysł, że na weekendowe śniadanie zrobię placki jogurtowe. Przeszukałam cały pokój, ale nie mogłam znaleźć mieszadeł do robota. Oczywiście okazało się, że ten jeden karton wylądował w piwnicy. W końcu jednak się udało. To znaczy – prawie udało. Pożyczona płyta kuchenna działa zupełnie inaczej niż nasza, więc placki przypaliłam.

Wieczorami, kiedy żegnamy fachowców, a dzieci idą spać, mamy w końcu czas na chwilę odpoczynku. Ja przeglądam tysiące zlewozmywaków na Ceneo. Oczywiście ten układ, który mi odpowiada, jest dostępny zaledwie w kilku modelach, najtańszy kosztuje 1600 złotych. Przejrzę jeszcze kilkadziesiąt stron wyników wyszukiwania, może znajdę coś tańszego? Z kuchni dochodzi głośny brzdęk. Mąż rozbija płytkę na podłodze. Celowo. Wymarzone płytki okazały się mieć błędy. Niby nieduże, a jednak spać by nie mógł, jakby tak zostawił. O 22 stwierdzam, że odpuszczę z tym zlewem. Pozostanę przy klasycznym modelu. W takim razie mam teraz kilkaset do wyboru. No i jaki kolor: szara skała czy aluminium, a może antracyt? Ech, ja i kolory… Mąż wybiera. Zostaje jeszcze szerokość ociekacza. Czy chcemy mieć więcej miejsca na blacie czy na ociekaczu? Z tym dylematem kładę się do łóżka. Jutro kolejny dzień remontu! Śnią mi się oczywiście zlewozmywaki.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja wcale nie narzekam! Jak mój mąż wyjaśnił mojej mamie, nic przy tym remoncie nie robię, to czemu miałabym narzekać 😀 Co prawda, to prawda 🙂 Ale niech już się kurde skończy!

Tagi: ,
Subskrybuj mój kanał na YouTube



2 komentarze

  1. Hehe, oby mąż nie stwierdził żadnej prawidłowości w tym losowym układzie płytek. Współczuję kafelkarzowi. A Dociekliwej życzę szybkiego powrotu do normalności, czyli kuchni w kuchni, a nie w salonie.

    Odpowiedz
    • Dziękuję 🙂 A kafelkarz sobie odbije. Jeszcze nie wiemy dokładnie, ile nas policzy 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest

Share This