Czy na pewno potrzebujemy nawilżacza powietrza?


Tytułowe pytanie ostatnio bardzo często zadaję sobie, a jeszcze częściej mojemu mężowi 🙂 . Bo to on wpadł na pomysł zakupu nawilżacza i męczy mnie o wpis na ten temat 😉 . Zanim jednak zabiorę się za poradnik „Jaki nawilżacz wybrać?”, zastanówmy się, czy nawilżacz powietrza to w ogóle dobry pomysł.

Kiedy nawilżacz powietrza ratuje nam zdrowie?

Skąd w ogóle u nas potrzeba nawilżacza powietrza? Nasz młodszy syn od roku cierpi na nawracające zapalenie krtani, zwane też zespołem krupu. Objawia się dramatycznie: nagłymi dusznościami w środku nocy, do tego świszczącym oddechem i szczekającym kaszlem. Na szczęście po wielu epizodach wiemy dokładnie, na jakie symptomy musimy być wyczuleni oraz jak reagować, kiedy dziecko zaczyna się dusić. Zawsze mamy pod ręką inhalator (a dokładnie nebulizator) i odpowiedni lek do niego. Niezależnie od pogody otwieramy też szeroko okno, żeby wpuścić chłodne powietrze, które rozszerzy drogi oddechowe*. W ostateczności lądujemy z synkiem na pogotowiu.

Mój mąż jest przekonany, że odpowiednio nawilżone powietrze w tej sytuacji pomoże. I może ma rację. Trudno jednak zdecydować się na nawilżacz, kiedy nie masz pojęcia, jaką masz w domu wilgotność. Przypuszczam, że bardzo niska łatwo daje o sobie znać suchością oczu i skóry, podrażnieniem gardła. Nic takiego jednak nie zauważyliśmy u siebie. Punktem zwrotnym był test oczyszczacza powietrza. Testowany przez nas model pozwalał m.in. określić stopień wilgotności. I ku naszemu zdumieniu okazało się, że w pokoju dziennym prawie zawsze przekracza on 60%!

Jaka jest idealna wilgotność w mieszkaniu?

Wszystkie internetowe źródła mówią, że najzdrowsza wilgotność powietrza w pomieszczeniach mieści się w przedziale: 40% – 60%, choć można znaleźć i nieco bardziej tolerancyjne źródła mówiące o 30% – 65%. Zwróćcie jeszcze uwagę, że podana wilgotność idealna jest ściśle związana z optymalną dla człowieka temperaturą 20°C – 22°C.

Wspomniane przedziały powinny nam dać do myślenia, ponieważ nie tylko zbyt niska, ale także zbyt wysoka wilgotność źle wpływa na nasze zdrowie: powoduje choroby układu oddechowego, sprzyja alergiom (roztocza szczególnie lubią wysoką wilgotność) oraz rozwojowi bakterii i wirusów. Duża wilgoć w domu powoduje rozwój grzybów, w tym pleśni. Lekarz pulmonolog ostrzegał nas wyraźnie przed stosowaniem nawilżacza w przypadku nawracającego zapalenia oskrzeli u naszego starszaka. No a teraz okazuje się, że bez żadnego „wsparcia” mamy w domu całkiem sporą wilgoć. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić: mieszkamy w niezbyt nowym budownictwie, niedaleko rzeki, w domu, więc pokój dzienny mamy na parterze. Chyba powinnam rozważyć raczej zakup osuszacza powietrza!

No dobrze, tylko że wszystkie moje spostrzeżenia dotyczą dość wilgotnej i ciepłej jesieni. Ogrzewanie chodzi na pół gwizdka, za oknem deszcz. Zimą sytuacja na pewno się zmieni. Co wtedy?

Przede wszystkim planuję zakup prostego, analogowego higrometra (wilgotnościomierza) do pokoju synka. Najchętniej kupiłabym higrometr włosowy, który analizuje zmianę długości włosa (lub włókna) w wyniku działania wilgoci. Nie jest super dokładny, ale fascynują mnie najprostsze, znane od lat rozwiązania mechaniczne. Jest w nich jakaś magia, której brakuje elektronice 😉 . Tak czy inaczej, prosty wilgotnościomierz, nawet jeśli wyniki będą się wahały +/- 5% wystarczy mi, żeby ocenić, czy nawilżacz faktycznie jest niezbędny. A dopóki wilgotność powietrza nie spadnie istotnie, mogę ją podnosić domowymi sposobami. I wcale nie mam na myśli ceramicznego nawilżacza wieszanego na grzejniku, ani nawet mokrego ręcznika w pokoju.
 

Banalne sposoby na nawilżenie powietrza, o których nie pomyśleliście 😉

Okazało się, że dysponuję sposobem tanim, prostym i genialnym. Pamiętacie moje zdjęcie z toną prania na 2 suszarkach zajmujących cały pokój? Zauważyłam, że jak tylko rozwieszę nowe pranie, wilgotność w pokoju szybko skacze o kilka punktów procentowych. Czyli tak: oszczędzam prąd (nie posiadam suszarki bębnowej) i podnoszę wilgotność w pomieszczeniu bez zakupu nawilżacza powietrza 🙂 . Znalazłam informację, że suszenie zawartości jednej pralki (ok. 4,5 kg prania) uwalnia do powietrza 50-200 ml wody na godzinę, podczas gdy najtańsze nawilżacze mają wydajność 200 – 350 ml/h. U nas prawie non stop suszy się wilgotne pranie, więc przynajmniej w pewnym stopniu zastępuje nawilżacz. Tylko efekt wizualny mało atrakcyjny 😉 . Poza tym można zostawiać otwarte drzwi łazienki po kąpieli czy wzięciu prysznica. Podczas kąpieli w powietrze idzie podobno ponad litr wody.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę, że nawilżacz powietrza jest niepotrzebny. Chciałam Wam tylko zwrócić uwagę, że może nie w każdej sytuacji i nie o każdej porze roku jest niezbędny. Kiedy nie znamy poziomu wilgotności w naszym mieszkaniu, dodatkowe nawilżanie może nam nawet zaszkodzić. Jeśli natomiast mamy w domu bardzo sucho (RH poniżej 30%) i stan ten się utrzymuje przez jakiś czas, wtedy rzeczywiście warto pomyśleć o nawilżaczu. I na pewno jakiś mały poradnik na ten temat jeszcze się na Dociekliwej pojawi.

*Pamiętajcie, że żaden ze mnie lekarz i artykuł nie ma nic wspólnego z poradą zdrowotną. Opisuję tu mój pomysł na dodatkowe wsparcie w przypadku problemów zdrowotnych mojego dziecka. Korzystajcie przede wszystkim z porad lekarza i stosujcie do jego zaleceń! Tym bardziej, że wyższa wilgotność powietrza może wpływać na jedne dolegliwości pozytywnie, a na inne wprost przeciwnie.

 

Tagi: ,
Subskrybuj mój kanał na YouTube



5 komentarzy

  1. Nasz nawilżacz ma z tyłu czyjnik wilgotności i można ustawić przy jakiej wilgotności ma się włączać. Ale fakt, zazwyczaj włączamy wieczorem na godzinkę-dwie profilaktycznie, nie sprawdzając poziomu wilgotności, gdy jest sezon grzewczy i gdy młodemu zdarzają się problemy z krtanią.

    Odpowiedz
  2. Spodziewałem się reklamy jakiegoś sprzętu do nawilżania, a tu rzetelnie opisany problem – gratulacje! W 90% polskich mieszkań problemem zimą jest większa wilgotność, a nie suchość powietrza, najprościej zaobserwować to na skraplającej się na oknach wodzie. Ale ja też nie wiedziałem jak jest… myślałem, że mamy sucho, dopiero po zakupie higrometru okazało się, że wilgotność w naszym mieszkaniu zimą rzadko spada poniżej 60%… Małe dzieci, częste pranie i te sprawy 😉 W każdym razie dobrze, że nie zmarnowałem kasy na nawilżacz, rozglądam się za czymś do suszenia 😛 Zamówiony też oczyszczacz powietrza, a słyszałem, że one też potrafią wyciągać wilgoć.

    Odpowiedz
    • U nas mrozy dopiero się zaczynają, więc będę bacznie śledzić wskazania higrometru. Jak dotąd nie zdarzyło nam się jeszcze, żeby wilgotność spadła poniżej 50%. Zobaczymy, co będzie dalej 🙂

      Odpowiedz
  3. Jakie są skutki nadmiernego używania nawilżacza?

    Odpowiedz
    • Zbyt duża wilgoć w pomieszczeniu skutkuje przede wszystkim rozwojem grzybów i bakterii. Lubią ją także roztocza. Tym samym powoduje choroby i alergie. Poza tym pogarsza stan budynku. Wpływa też na nasze samopoczucie. Ja na przykład przy wysokiej wilgotności mam lekki katar.

      Odpowiedz

Odpowiedz na „tikazonAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest

Share This